Praktyk od pierwszego dnia
Nie wyrosłam z akademii ani z teorii. Od początku odpalałam kampanie, pisałam oferty i patrzyłam w dane. Marketingu nauczyłam się, robiąc go — na własnych pieniądzach i własnych błędach.
Nie sprzedaję reklam.
Buduję systemy, które sprzedają za moich klientów.
Nie było mnie stać na marketing, więc zrobiłam go sobie sama. Jako agentka ubezpieczeniowa nienawidziłam zimnych telefonów i przez trzy miesiące nie zrobiłam ani jednej sprzedaży. Zamiast dalej dzwonić po zimnych telefonach, zapłaciłam agencji 20 000 zł, całość oszczędności, żeby zajęła się moją promocją. Nie sprzedałam nic i dopiero zmuszona zrobić coś sama przepadłam, chłonąc wiedzę o marketingu godzinami.
Poszłam na staż do agencji, żeby uczyć się od środka. Widząc te wszystkie krzywe zagrania, nie wytrzymałam tam długo. Zawsze chciałam sprzedawać coś, na co mam realny wpływ, i nie wstydzić się wad produktu, więc swoją usługę tworzę sama, dziś z zespołem, według moich wartości.
Sprzedaję tylko wtedy, gdy czuję markę i właściciela i gdy realnie mogę pomóc. Bardzo patrzę na ROI. Sama wybieram marki do współpracy, a jak już pracujemy, traktuję firmę jak własną: doradzam, szukam dziur i węszę wszędzie, żeby cały proces od A do Z był gotowy do skalowania.
Znudziła mi się korpo-gadka. Mówimy wynikami, więc nie musimy kreować się na profesjonalistów, jesteśmy normalnymi, ambitnymi ludźmi, którzy sukcesy klientów biorą personalnie. A prywatnie opiekuję się rocznym spanielem Millie, który na stałe wszedł do naszej marki.
Kampanie Facebook i Instagram nastawione na koszt pozyskania klienta, nie na próżne wskaźniki.
Optymalizacja wizytówki i lokalne SEO, które wypełnia kalendarz i telefon w firmie.
Treści, które budują markę i sprzedaż, w spójnym tonie, na miesiące do przodu.
Pozycjonowanie, komunikacja i spójny wizerunek, który wyróżnia na tle konkurencji.
Kampanie i komunikacja po polsku i po turecku, z wyczuciem obu rynków i kultur.
Bazy, playbooki i procesy, które pozwalają rosnąć bez utraty jakości obsługi.
Nie wyrosłam z akademii ani z teorii. Od początku odpalałam kampanie, pisałam oferty i patrzyłam w dane. Marketingu nauczyłam się, robiąc go — na własnych pieniądzach i własnych błędach.
Zbudowałam i prowadzę BiMedia. Codziennie podejmuję realne decyzje strategiczne dla kilkudziesięciu marek — od kampanii, przez mailing, po ROAS. To nie teoria. To codzienna praktyka i odpowiedzialność.
Uczę się na największych markach świata i wdrażam te lekcje u polskich klientów. Analizuję strategie, komunikację i rozwiązania, które naprawdę działają — a potem przekładam je na konkretne działania.
Chcę być jednym z najmocniejszych głosów strategicznych w polskim marketingu — i udowadniać, że polska marka może grać w światowej lidze. Bez kompleksów, za to z liczbami.
Nie kończę na slajdzie 50. Pokazuję: slajd → mailing → wynik po 30 dniach. Reszta to PowerPoint za drogie pieniądze.
Sprzedaję proces, dane i powtarzalność, nie jednorazowy efekt „wow”. System można skalować, natchnienia nie.
Mówię „to działa”? Dostajesz liczbę, case i źródło. Konkret zamiast abstrakcji — zawsze.
Powiem Ci „nie”, jeśli tak będzie uczciwiej. Profesjonalizm to mówić prawdę, nie udawać, że da się obsłużyć każdego.
Dobra agencja koryguje Cię, kiedy się mylisz — nie przytakuje dla świętego spokoju i nie traktuje Cię jak bankomat.
Nie kompleksuję polskiego rynku. Lokalność to przewaga, nie ograniczenie — jeśli umiesz z niej korzystać.
Nie wymyślam marketingu od nowa. Buduję na ludziach, którzy go zdefiniowali, i na amerykańskiej szkole, która nauczyła mnie myśleć systemowo i dowodami. Ale żadnej teorii nie biorę na wiarę — weryfikuję ją na realnej marce.
Marketing jako system i proces. „Marketing to nie sztuka, to system” wyrasta wprost z jego myślenia.
Reklama, która sprzedaje, oparta na researchu, nie na ozdobie. Stąd moja zasada „każda teza ma dowód”.
Pozycjonowanie jako rdzeń. Branża nie definiuje marki — decyduje miejsce, które zajmujesz w głowie klienta.
„How Brands Grow” — twarde, oparte na danych myślenie o wzroście i dostępności mentalnej marki.
Marka jako plemię i odwaga mówienia „nie”. Wyróżnij się albo zgiń — bycie zauważalnym bije bycie tanim.
Psychologia decyzji zakupowej, którą wdrażam etycznie w ofercie i w całym lejku konwersji.
Jobs To Be Done (Harvard). Nikt nie kupuje wiertarki — każdy kupuje dziurę w ścianie. Rama mojego myślenia o kliencie.
Data-driven, testowanie, konkret. Nauczyła mnie ufać liczbom i eksperymentom, a nie przeczuciom.
Największe sukcesy w marketingu nie są o większym budżecie. Są o większej tezie.
To kwestia strategii. Reklama to ostatni krok lejka — bez pozycjonowania, person i welcome series żadna kampania nie ruszy. U jednej marki premium ROAS wzrósł z 1,3 do 4,7 w 8 tygodni. Nie przez większy budżet — przez lepszą tezę.
Nie partnera. Zwolniłam kiedyś klienta, który konsultował każdą decyzję i chciał raport w 2 godziny — zespół stracił 40% tygodnia na maile, a strategia nigdy nie weszła w pełni. Partner Cię koryguje, kiedy się mylisz.
Większość marek robi na odwrót: najpierw produkt, potem szuka klienta i dziwi się, że nie idzie. Słuchaj rynku, zanim zbudujesz. Brak jakiejkolwiek komunikacji po zakupie to jeden z najdroższych błędów e-commerce.
Flat-pack IKEA nie wygląda na strategię — wygląda na sposób pakowania. Największe ruchy nie krzyczą „strategia” w momencie, w którym je podejmujesz. Dlatego pytam Cię o Twój „flat-pack” już dziś.
Zanim cokolwiek doradzę, zamawiam u marki produkt jak zwykła klientka i przechodzę całą drogę: pierwsza reklama → landing → formularz → mail powitalny → checkout → paczka → follow-up. Oceniam osiem wymiarów i daję konkretne rekomendacje. I uczę patrzeć głębiej niż ROAS czy CPL: na LTV/CAC, czas do pierwszego zakupu, payback CAC, retencję kohort i brand search.
„Transparentność to nie hasło. To dashboard, do którego klient ma dostęp 24/7.”
Napisz do mnie albo umów rozmowę z zespołem.
Przejrzymy Twoje dane i powiemy wprost, co ruszy sprzedaż.